Żółwin, mazowieckie Żółwin, mazowieckie

poniedziałek, 17 grudnia 2018

o wsi Żółwin, mazowieckie z przeszłości Żółwin, mazowieckie aktualności Żółwin, mazowieckie wspólne sprawy Żółwin, mazowieckie relaks Żółwin, mazowieckie OSP Żółwin, mazowieckie za miedzą

Z przeszłości

TRZY ŚWIATY

Życie rodziny Natansonów w pałacu, robotników folwarcznych w czworakach i mieszkańców wsi - trzy światy przedwojennego Żółwina wspominają Stefania i Andrzej Frejowie.

 - Piszemy Wspomnienia



STEFANIA FREJ

W pałacu

- Do dziś mówię, że wychowałam się z dziedzicami. Jako sześcioletnia dziewczynka bardzo często bywałam w pałacu, bawiłam się z Marysią i Tadeuszem Natansonami. Byli dwa-trzy lata starsi ode mnie. W pałacu poza ich rodzicami – Julią i Henrykiem – mieszkała jeszcze prababka, matka Michała Natansona. Starsza pani dziedziczka lubiła przesiadywać przed pałacem w bujanym fotelu. Miała specjalnie dla siebie damę do towarzystwa.

Przed gankiem był piękny klomb z wieloma różnymi kwiatami, które ogrodnik Buzewski hodował w mateczniku – w tym miejscu znajduje się obecnie kort tenisowy. Buzewski zajmował się też ogrodem. Tu, gdzie teraz jest teren Ochotniczej Straży Pożarnej, uprawiano warzywa, m.in. pomidory, był sad owocowy z dobrymi odmianami śliwek, jabłek, gruszek. Mój ojciec dostał od Buzewskiego drzewka owocowe, rosły w ogrodzie koło naszego domu.

W pałacu pracował stangret Korlak. Jeździłam z jego dwiema córkami i dziećmi Natansona wolantem – wozem zaprzężonym w parę koni – na przejażdżki po Lesie Młochowskim, do Podkowy, Nadarzyna, Starej Wsi. Choć byłam młodsza, Marysia i Tadeusz wszędzie mnie zabierali, pokazywali mi pałac i swoje zabawki.

Układ wnętrz w pałacu nie zmienił się do dziś – wiem to od córki i wnuczki, które były u jego obecnych właścicieli. Do pałacu wchodziło się przez ganek, na wprost znajdował się salon z kominkiem, obok jadalnia, sypialnie i pokój służbowy kucharki Józefy.

Wszystko było bardzo eleganckie i piękne. Dzieci z dworu bardzo różniły się od dzieci wiejskich – zawsze ładnie i gustownie ubrane, wiedziały, jak się zachować. O ich wychowanie dbała bona. Często jadałam obiady w pałacu, siedziałam na starym rzeźbionym krześle przy pięknym stole. Musiałam uważać na każde słowo, żeby je dobrze wypowiedzieć. Jeśli tylko powiedziałam coś po „wiejsku”, bona od razu mnie poprawiała.

Dzieci z czworaków

Urodziłam się w 1929 r. w Żółwinie-Ustroniu. Tu – na rogu dzisiejszej ulicy Szkolnej i Bocznej – mój dziadek, Józef Cackowski, kupił dużą działkę i zbudował dom – dwa pokoje z kuchnią i spiżarką. Prowadził małe gospodarstwo, hodował krowę, świnie, kury. Obok – po drugiej stronie obecnej ulicy Szkolnej – było ogromne pole Natansona. Ciągnęło się ono za ulicę Graniczną i dochodziło do strumyka. Obsadzano go żytem i zębem (odmianą kukurydzy). Ganiałam z dziećmi z majątku – nazywaliśmy je "majątkowymi" - po polu, zrywaliśmy kłosy kukurydzy na włosy dla lalek.

Tam, gdzie jest dziś "Wolta", była obora i stajnia. W majątku trzymano krowy i konie, nie hodowano świń. Rodziny pracowników folwarcznych mieszkały w kamiennych czworakach przy obecnej ulicy Polnej, niedaleko Szkolnej. Tylko ogrodnik Buzewski i kowal Sitarski - to był kowal "majątkowy", pochodził z Brwinowa z ulicy Wiejskiej - mieli pokój z kuchnią, pozostali pracownicy mieszkali w jednej izbie z ubitą ziemią zamiast podłogi. W każdej rodzinie było co najmniej czworo dzieci, zdarzało się nawet ośmioro. We wszystkich izbach wisiały przymocowane sznurem do belki pod sufitem kołyski. Starsze dzieci przewijały młodsze, zajmowały się nimi. Rodzice nie mieli na to czasu. W majątku pracowano nie na godziny, ale od słońca do słońca – jak słońce wschodziło o czwartej, to od czwartej, jak zachodziło o dziewiątej, to do dziewiątej. Małe dzieci często pozostawały przez cały dzień bez żadnej opieki.

Parcele z majątku

Co roku w pałacu odbywały się pańskie dożynki, na które zjeżdżali okoliczni dziedzice, zawsze był dziedzic z Książenic. Dożynkowy korowód podchodził pod wrota pałacu. Na jego czele stały kobiety ubrane w białe bluzki, czarne spódnice i białe fartuchy z koronkami. Dziedzic zapraszał pracowników do pałacu – w salonie czekały na nich nakryte stoły z poczęstunkiem i muzyka





Komentarze użytkowników


Józefina. (17-07-2015 14:15)

P.Józefie,widocznie pan nie pochodzi z Żółwina,bo Hrabiankę każdy znał,kto mieszkał w Żółwinie.Pozdrawiam.Mieszkanka urodzona i mieszkajaca do dziś w Żółwinie.


Andrzej (02-12-2014 12:00)

Piękna historia i wiele ciekawych informacji. Życzę wszystkiego dobrego dla Państwa Frejów. Gratulacje dla autora za poświęcony czas i kawał dobrej roboty.


Ewa (25-11-2014 12:12)

Z zapartym tchem czytałam historię Mojego Kochanego Żółwina w którym mieszkam od urodzenia/50 lat/ i jestem zadowolona że Państwo Stefania i Andrzej Frejowie zechcieli się Nią podzielić i przekazać.


Józef (10-04-2014 10:42)

Wielkie dzięki za utrwalenie tych wspomnień. Myślę, że trzeba koniecznie zachować co można, bo jest to samo jądro historii. Opis dziejów narodowych ograniczony jedynie do chronologii stoczonych bitew jest bardzo niepełny.
Nie zrozumiałem, o kogo chodzi tutaj pod określeniem "Hrabianka"?


Halina (10-10-2013 01:37)

piekne wspomnienia pa.Frejow.Ja mieszkalam w Zolwinie obecnie w Kanadzie.cos pieknego .Pozdrawiam mieszkancow wsi Zolwin.




barometr

Jakie jest twoje ulubione miejsce spacerów?

Las Młochowski
Teren ANR przy Szkolnej
Podkowa Leśna
Las między Słoneczną a Szkolną



podpatrzone






partnerzy   |   kontakt

Żółwin pl - serwis internetowy mieszkańców Żółwina - © 2018 IKE - Usługi Literackie


Warning: Unknown: Your script possibly relies on a session side-effect which existed until PHP 4.2.3. Please be advised that the session extension does not consider global variables as a source of data, unless register_globals is enabled. You can disable this functionality and this warning by setting session.bug_compat_42 or session.bug_compat_warn to off, respectively in Unknown on line 0