Żółwin, mazowieckie Żółwin, mazowieckie

piątek, 28 lutego 2020

o wsi Żółwin, mazowieckie z przeszłości Żółwin, mazowieckie aktualności Żółwin, mazowieckie wspólne sprawy Żółwin, mazowieckie relaks Żółwin, mazowieckie OSP Żółwin, mazowieckie za miedzą

Z przeszłości

TRZY ŚWIATY

. Były śpiewy, ale nie pamiętam, by w czasie dożynek tańczono.

Dożynki były nie tylko dla stałych robotników folwarcznych, ale i mieszkańców wsi dorywczo pracujących w majątku. Ze względu na lichy zarobek było ich niewielu. Chętniej najmowano się do gospodarstwa Janusza Regulskiego w Zarybiu i do gospodarstwa Jarosława Iwaszkiewicza w Stawisku.

Gdy żył stary dziedzic (Michał Natanson zmarł w 1938 r.), pole było starannie uprawione. Pilnował tego zarządca folwarku Michał Gołębiewski – mieszkał na Borkach (dawna kolonia Borki należąca do Brwinowa). Po śmierci ojca Henryk Natanson zaczął parcelować majątek – sprzedał pas ziemi za obecnym Orlikiem. Doktorowa Borawska przed samą wojną kupiła od Natansona teren ze stawami przy Kasztanowej, graniczący od północy z rowem melioracyjnym. Tam w czasie okupacji urządziła kąpielisko z plażą i bufetem, organizowała zabawy taneczne.

Natanson grał w karty, lubił się zabawić. Moja mama opowiadała, że widziała, jak w czasie zabawy w parku koło Kasyna w Podkowie wziął w tany ładną dziewczynę z Tereni. Tańczył z nią z godzinę, rzucał pieniądze orkiestrze, zamawiając kolejne kawałki.

18 mórg ziemi – od ulicy Granicznej do strumyka - kupił nasz sąsiad, który podobnie jak mój ojciec, Stanisław Cackowski, brał rentę wojskową. Namawiał ojca, żeby zrobił tak samo, ale tata bał się, bo wokół mówiono o wojnie.

Tata, mam jego zdjęcie w mundurze ułana, został ranny w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Leczyli go w szpitalu w Otrębusach – tu, gdzie teraz mieści się zespół "Mazowsze". Orzeczono mu 75 proc. uszczerbku na zdrowiu. Miał strasznie pokiereszowaną nogę, nie mógł ciężko pracować. Dzierżawił ogrody od dziedziców z Kazimierówki i Książenic.

Szkoły Żółwina

Chodziłam do czteroklasowej szkoły w domu Górczyńskich. Bardzo dobrze wspominam nauczycielkę, p. Jadwigę Bośniacką z Milanówka. To była miła, kulturalna starsza pani po pięćdziesiątce, nieduża, grubawa. Miała swój pokój na górze, ale zatrzymywała się w nim na noc tylko, gdy chwytał tęgi mróz albo padał ulewny deszcz. Pani Bośniacka była prawdziwą nauczycielką, chodziła do domów uczniów, pomagała im w nauce, nie licząc na żadną zapłatę. Robiła to z dobrego serca i miłości do podopiecznych.

W szkole uczyły się dzieci ze wsi i z majątku. Dzieci "majątkowe" chodziły do szkoły miedzą za naszym domem, która prowadziła wprost do Górczyńskich. Można je było łatwo odróżnić od dzieci ze wsi – szły, trzymając w ręku zeszyt, ołówek, obsadkę. Nie stać je było na teczkę. Ale w klasie nikt nie patrzył, kto jest ze wsi, a kto z majątku. Bawiliśmy się wspólnie na łąkach Górczyńskich, zimą ślizgaliśmy się na zamarzniętym stawie przy Nadarzyńskiej. Niekiedy słaby lód zarywał się pod nami i wpadaliśmy do wody. Obok stawu był sklep Staszewskiego, kupowałam w nim najczęściej dropsy i papierosy dla taty. Staszewski miał bardzo dobre wędliny.

Przed wojną panie Maria Karczewska z Borowina i Ewelina Krzyżewska ze wschodniej Podkowy założyły szkołę gospodarczą dla dziewcząt. Postawiono drewniany budynek zachowany do dziś niedaleko Zespołu Szkół. Dokończenie budowy – urządzenie kuchni i doprowadzenie wody – dofinansowywał komitet budowy szkoły w Żółwinie powołany do budowy murowanej szkoły powszechnej. Komitet organizował zabawy z fantami w szkole gospodarczej i na dechach ułożonych na wynajętym placu przy ulicy Żółwińskiej w Podkowie (obecnie Jana Pawła II), mniej więcej na wysokości Młochowskiej. Mój ojciec był w komitecie, jeździłam z nim po fanty na loterię do Owczarni. Dostaliśmy od mieszkańców tej wsi gołębie, kurczaki, a nawet dwa prosiaczki. Uczennice szkoły gospodarczej robiły kanapki, piekły ciasta sprzedawane w czasie zabaw. Wszystkie zyski z nich zasilały fundusz budowy.

Choć nie uczyłam się w szkole gospodarczej, bywałam w niej codziennie. W dużym pomieszczeniu na parterze stały dwie kuchnie kaflowe z piecami. Uczennice gotowały zupy, potrawy mięsne, piekły chleb i ciasta. Nakrywały długie stoły, rozkładały na nich ładne sztućce i idealnie białą porcelanową zastawę, którą szkoła otrzymała w darze z fabryki w Ćmielowie





Komentarze użytkowników


Józefina. (17-07-2015 14:15)

P.Józefie,widocznie pan nie pochodzi z Żółwina,bo Hrabiankę każdy znał,kto mieszkał w Żółwinie.Pozdrawiam.Mieszkanka urodzona i mieszkajaca do dziś w Żółwinie.


Andrzej (02-12-2014 12:00)

Piękna historia i wiele ciekawych informacji. Życzę wszystkiego dobrego dla Państwa Frejów. Gratulacje dla autora za poświęcony czas i kawał dobrej roboty.


Ewa (25-11-2014 12:12)

Z zapartym tchem czytałam historię Mojego Kochanego Żółwina w którym mieszkam od urodzenia/50 lat/ i jestem zadowolona że Państwo Stefania i Andrzej Frejowie zechcieli się Nią podzielić i przekazać.


Józef (10-04-2014 10:42)

Wielkie dzięki za utrwalenie tych wspomnień. Myślę, że trzeba koniecznie zachować co można, bo jest to samo jądro historii. Opis dziejów narodowych ograniczony jedynie do chronologii stoczonych bitew jest bardzo niepełny.
Nie zrozumiałem, o kogo chodzi tutaj pod określeniem "Hrabianka"?


Halina (10-10-2013 01:37)

piekne wspomnienia pa.Frejow.Ja mieszkalam w Zolwinie obecnie w Kanadzie.cos pieknego .Pozdrawiam mieszkancow wsi Zolwin.




barometr

Jakie jest twoje ulubione miejsce spacerów?

Las Młochowski
Teren ANR przy Szkolnej
Podkowa Leśna
Las między Słoneczną a Szkolną



podpatrzone






partnerzy   |   kontakt

Żółwin pl - serwis internetowy mieszkańców Żółwina - © 2020 IKE - Usługi Literackie


Warning: Unknown: Your script possibly relies on a session side-effect which existed until PHP 4.2.3. Please be advised that the session extension does not consider global variables as a source of data, unless register_globals is enabled. You can disable this functionality and this warning by setting session.bug_compat_42 or session.bug_compat_warn to off, respectively in Unknown on line 0